Droga z północy na południe Norwegii

Naszą drogę w kierunku południa Norwegii zaczynaliśmy z Parku Narodowego Rago. Pierwszy postój zrobiliśmy w miasteczku Fauske- na tankowanie, zakupy i prysznic. Naszym planem było dojechanie tego dnia w okolice miasteczka Åndalsnes- do przejechania mieliśmy nieco ponad 900km.

Cały dzień minął nam na podziwianiu widoków z okna samochodu- krajobraz po drodze zmieniał się jak w kalejdoskopie. Jechaliśmy przez gęste, zielone lasy, które po chwili zmieniały się w coraz rzadsze zarośla, by w końcu stać się surowym, skalnym płaskowyżem. Przekraczaliśmy mosty i mijaliśmy jeziora, oglądaliśmy zza szyb niewielkie, lokalne wioski i pojedyncze domy wysoko w górach. Przejechaliśmy przez niezliczoną liczbę tuneli, minęliśmy pewnie kilkaset wodospadów i kilkadziesiąt rzek.

Przed podróżą przez Skandynawię byliśmy nastawieni raczej sceptycznie do zwiedzania zza szyb samochodu- wydawało nam się to dalekie od kontaktu z naturą i przebywania w terenie. Jednak Norwegia, w tej okolicy dosyć surowa i pusta, oferowała niesamowitą zmienność krajobrazu i wręcz idealnie nadawała się na roadtrip w tym stylu. Na przystankach mijaliśmy wielu motocyklistów i osoby podróżujące camperami- i jedni, i drudzy mają w Norwegii świetne warunki do turystyki, przepiękne wysokogórskie trasy i dość bogate zaplecze sanitarne czy usługowe. Ważna jest też możliwość nocowania w naturze, z czego z ochotą korzystają podróżni. 

Mimo rosnącego zmęczenia, utrzymywaliśmy całkiem dobre tempo jazdy i bez większych problemów znaleźliśmy się w okolicy Trondheim. Tam zaplanowaliśmy kolejne tankowanie. Kawałek dalej zatrzymaliśmy się na obiad i toaletę. Ku naszemu zaskoczeniu, na tyłach stacji benzynowej znaleźliśmy bezpłatny prysznic! Po obiedzie z radością skorzystaliśmy z możliwości dokładnego umycia się w ciepłej wodzie. Zaplanowaliśmy nocleg na niedużej polance przy bocznej drodze, przy pastwiskach. Było to ciche miejsce na uboczu, idealne na kilka aut lub namiotów, z dostępem do rzeki. Tam spokojnie minęła nam noc, a rankiem ruszyliśmy w dalszą drogę.

Rampestreken i Romsdalsfjorden- krótki trekking

  • Długość: 4,3km
  • Czas przejścia: 3h 20min
  • Trudność: umiarkowana

Wczesnym rankiem dojechaliśmy na darmowy parking w miasteczku Åndalsnes, z którego wyruszyliśmy na szlak na punkt widokowy Rampestreken. Szlak jest dość krótki, ale nie do końca prosty – ścieżka wiedzie stromo pod górę. Punkt widokowy Rampestreken to właściwie metalowa platforma zawieszona nad miastem Åndalsnes i fiordem Romsdalsfjord. Widoki rozpościerające się z tego miejsca są wyjątkowe- wijąca się w dole woda, miasto widziane z „lotu ptaka” oraz szczyty gór otaczających to miejsce z każdej strony. My postanowiliśmy wejść jeszcze kawałeczek wyżej na szczyt góry Nesaksla, skąd mogliśmy ujrzeć głębokie doliny, pasma górskie oraz słynną Ścianę Trolli – najwyższą pionową ścianę skalną w Europie. Na szczycie znajduje się kawiarnia, a dostać można się tam za pomocą kolejki linowej, jednak atrakcje te nie były otwarte wczesnym rankiem, gdy stanęliśmy na szczycie. Nas powitały za to wesołe, dzikie owce pasące się na zboczu góry. Ze szczytu Nesaksla można ruszyć dalej szlakiem Romsdalseggen, który prowadzi w wyższe partie gór, i oferuje (podobno) jeszcze lepsze widoki na okolicę. My jednak postanowiliśmy zakończyć naszą wspinaczkę na Nesaksla, zrobiliśmy tam kilka zdjęć, po czym ruszyliśmy w dół tym samym szlakiem, którym wspięliśmy się na górę.

Droga Trolli

Naszym kolejnym celem miał być przejazd słynną Drogą Trolli, jednak poprzedniego roku z powodu osuwiska skalnego droga została zamknięta i była w remoncie. Otwarcie zaplanowano zaledwie kilka dni po naszej wizycie, jednak nie chcieliśmy całkowicie odpuszczać wizyty w tak sławnym miejscu, tym bardziej, że byliśmy tuż obok. Zamiast skierować się z Åndalsnes w kierunku doliny, którą ciągnie się Droga Trolli musieliśmy okrążyć góry nadkładając wcale niemało drogi, aby móc chociaż spojrzeć na słynne serpentyny z punktu widokowego położonego przy górnej części drogi.

Droga Trolli jest najsłynniejszą z wysokogórskich dróg w Norwegii, choć w naszym odczuciu nie jest najbardziej wymagającą z nich. Górskie serpentyny ulokowane są tam jednak bezpośrednio jedna nad drugą, można więc podziwiać ją z góry w pełnej okazałości. Trasa wije się kilkunastoma serpentynami pośród gór, tuż obok wodospadów, pnąc się w górę w oszałamiającym otoczeniu skał. Już sam dojazd do jej początku jest niezwykle malowniczy, a sama droga jest położona w tak pięknym miejscu, że ciężko dziwić się jej sławie. Faktycznie zasługuje na słowa uznania. Żałowaliśmy nieco, że nie było nam dane przejechać się nią w całości osobiście, jednak mieliśmy przed sobą wizję przejazdu kilkoma innymi wysokogórskimi drogami. Po dość długim postoju na zdjęcia i podziwianie okolicy, skierowaliśmy się z powrotem w stronę samochodu. Ciekawostką były stadka owiec, przechadzające się swobodnie po parkingu, przytulające się wręcz do stojących tam aut. Owce nic sobie nie robiły z obecności turystów czy ruchu samochodów. 

Spod Drogi Troli udaliśmy się na prom Linge Ferry Pier skąd po krótkiej przeprawie przez fiord dopłynęliśmy do terminalu Eidsdal Ferjekai. W Norwegii podróż promami jest często jedynym logicznym sposobem transportu -objazdy fiordów drogą lądową związane są często z wieloma nadmiarowymi godzinami, a wiele z nich jest wąskich, w warunkach innych niż letnie zupełnie niedostępnych. Podróże promami są rozwiązaniem wygodnym, sprawnym i bezproblemowym. Prom, z którego skorzystaliśmy kursował często, a opłata za przeprawę odbywała się automatycznie dzięki systemowi epass24.

Fiord Geiranger

Po drugiej stronie fiordu czekała nas bardzo widowiskowa droga w dół, do słynnego fiordu Geiranger. Sława ta ma jednak swoje wady- cała droga była zatłoczona i miejscami zakorkowana z powodu mnóstwa pojazdów i turystów kręcących się po jezdni. Co większe pojazdy miały trudności z wymijaniem się na wąskich i krętych odcinkach drogi, a wiele z nich stało na wąskich poboczach, częściowo blokując przejazd. Miejscami droga była zablokowana przez autobusy wysadzające pasażerów w punktach widokowych. Przejazd nią nie należał do najprzyjemniejszych- tłok i duży ruch spowodowały, że zatrzymaliśmy się jedynie w jednym z punktów na szybkie zdjęcie pamiątkowe (po przedarciu się przez tłum), i jak najszybciej pojechaliśmy dalej, aby oddalić się od tego zatłoczonego miejsca. Trochę szkoda, że tak piękne miejsce traci aurę bliskiego przyrodzie i przyjaznego. Powoli zmienia się w chaotyczne, przytłaczające i zbyt ruchliwe, by spokojnie nim przejechać, a problem ten pogłębia znajdująca się tam infrastruktura turystyczna, która wciąż się rozrasta. Zastanawialiśmy się nawet, czy ruch samochodowy w tej okolicy nie powinien zostać ograniczony jedynie do aut osobowych czy miejscowego transportu zbiorowego- bowiem to zagranicznych autokarów było tam najwięcej i to one najbardziej utrudniały przejazd obok fiordu. 

Po okrążeniu miasteczka Geiranger czekała na nas kolejna droga, tym razem wspinająca się serpentynami w górę. Po tej stronie fiordu ruch był zdecydowanie mniej nasilony i mogliśmy delektować się widokami rozpościerającymi się za oknami samochodu. Przejeżdżaliśmy bezpośrednio przy wodospadach, mijaliśmy płaty śniegu, wspinaliśmy się coraz wyżej, zostawiając fiord w dole, w oddali. Wjechaliśmy wiele metrów wzwyż, klimat i krajobraz zmieniał się na wysokogórski. W końcu droga wyniosła nas na spory płaskowyż, na którym znajdowało się przepiękne, krystalicznie czyste jezioro Djupvatnet. Po krótkiej przerwie na zdjęcia w otoczeniu turkusowej wody i połyskującego w słońcu lodowca, ruszyliśmy dalej. 

Droga Śnieżna

Czekała na nas druga tego dnia przeprawa promowa do miasteczka Fodnes. Stamtąd mogliśmy przejechać najdłuższym na świecie tunelem drogowym lub starszą drogą wysokogórską nr Fv243, łącząca miasteczka Aurland i Lærdal, zwaną Drogą Śnieżną. Wybraliśmy drugi wariant, który wcześniej podziwialiśmy już na zdjęciach i nagraniach. Byliśmy ciekawi krajobrazów tej okolicy- Snovegen słynie z utrzymującego się cały rok śniegu, bardzo surowego klimatu i krajobrazów nie z tego świata. Od strony miasteczka Fodnes droga zaczęła się bardzo wąskim, krętym i dość niebezpiecznym odcinkiem o niewielkiej widoczności. Był to według nas najtrudniejszy i najbardziej niebezpieczny odcinek drogi, którą pokonaliśmy będąc w Skandynawii. Na szczęście ruch w tej okolicy nie był duży, więc bezpiecznie wyjechaliśmy na nieco wyżej położony płaskowyż, gdzie droga stawała się szersza i nie aż tak stroma. 

Podziwialiśmy widoki za szybą- szare i brązowe skały, gdzieniegdzie pokryte ciemnymi porostami, zupełnie pozbawione drzew i krzewów. Dzień był pochmurny, co nadawało krajobrazowi wręcz mroczny charakter. Jęzor lodowca i topniejącego gdzieniegdzie śniegu wyciągały się w stronę drogi, rozlewały w przejrzyste potoki i jeziora. Miejscami tworzyły wodospady, w których lodowata woda wylewała się wprost spod szarego śniegu. Nagrania i zdjęcia z tego miejsca, choć robione za dnia, wyglądały niemal jak w czarno- białym filtrze. Droga śnieżna wywarła na nas ogromne wrażenie, czuliśmy się na niej trochę nieswojo, z każdej strony otaczała nas surowa potęga tego ubogiego krajobrazu. Wszechobecny chłód, mała ilość światła, nieliczne inne auta i turyści- to wszystko nadawało tej okolicy aurę mroczną i groźną. Na końcu drogi ukazał nam się punkt widokowy na Aurlandsfiord- zatopiony w ciemnym granacie, pod ołowianymi chmurami, mroczny i zacieniony. Przystanęliśmy tam na kilka zdjęć, próbując ochłonąć z wrażeń, jakie zapewniły nam wszystkie trasy przejechane tego dnia. Od zielonych, letnich krajobrazów, przez wysokie, ostre skały, po mroczne i śnieżne bezkresy. Różnorodność zadziwiała nas na każdym kroku. Przed nami było już ostatnie zadanie tego dnia- znalezienie miejsca na nocleg.

Nocleg przy Drodze Śnieżnej

Początkowo planowaliśmy spać przy jednej z zatoczek, np.: https://maps.app.goo.gl/hjHZyNvHScEBownn6 i zdecydowanie polecamy to rozwiązanie. My natomiast chcieliśmy skorzystać z prysznica i stacji benzynowej w miasteczku Gudvangen jeszcze przed noclegiem i mieliśmy nadzieję znaleźć w okolicy bezpieczne miejsce na noc. Bardzo się rozczarowaliśmy wszechobecnymi zakazami campingu na wszystkich okolicznych parkingach. Ostatecznie noc spędziliśmy przy dokach portowych, jednak nie było to miejsce do końca spokojne ani bezpieczne. Zdecydowanie polecamy nocowanie przy Drodze Śnieżnej na jednej z zatoczek i zostawienie prysznica w miasteczku dopiero na następny dzień.

Przydatne linki: