Nomadestales blog

Kategoria: Rumunia

Kluż- Napoka- pierwszy dzień w Transylwanii

Co zobaczyć w Kluż- Napoce? Północna Transylwania i początek zwiedzania Rumunii

Kluż- Napoka to drugie co do wielkości miasto Rumunii i nieformalna stolica Transylwanii. Jest jednym z częściej odwiedzanych miasteczek- my także postanowiliśmy w Kluż rozpocząć nasze zwiedzanie Rumunii.

Z Krakowa wyjechaliśmy wcześnie rano- około 5 już byliśmy w samochodzie. Szybkie tankowanie zaliczyliśmy jeszcze w mieście i pomknęliśmy w kierunku słynnej ‘zakopianki’, mając nadzieję na jej pokonanie w jak najmniejszym ruchu.  Jak na tak wczesną porę, ruch i tak był spory, ale do granicy ze Słowacją dojechaliśmy planowo. Tam oczywiście przez krótki odcinek jechaliśmy górskimi miejscowościami, w których powoli turyści rozpoczynali swoje wakacje. Nie minęło jednak dużo czasu, nim znaleźliśmy się przy granicy węgierskiej. Niemalże przez całe Węgry przejechaliśmy drogami ekspresowymi, dzięki czemu trasa nie była nad wyraz męcząca. We znaki zaczęła nam się dawać wysoka temperatura, słońce świeciło ostro przez szyby i mimo klimatyzacji czuliśmy narastający upał.

Granicę z Rumunią przekroczyliśmy bez żadnych utrudnień, i wbrew naszym obawom, do samej Kluż- Napoki dojechaliśmy sprawnie i bez opóźnień- drogą krajową o dość dobrze utrzymanej nawierzchni, choć momentami krętą i ruchliwą. Na miejscu byliśmy około 15 lokalnego czasu, po około 9 godzinach drogi od Krakowa. Lokalizacja naszego noclegu była dość wygodnie położona- blisko marketu, bez wjeżdżania do ścisłego centrum. Zrobiliśmy zakupy i zameldowaliśmy się w mieszkaniu. Niezwykle miło zaskoczył nas gest od gospodarzy, którzy pozostawili nam w lodówce schłodzone piwo. Nie ma nic bardziej kojącego po długiej podróży w tak skwarny dzień! Chcieliśmy jeszcze tego samego dnia zobaczyć miasto i wyjść na kolację, więc szybko odświeżyliśmy się po podróży i byliśmy gotowi do drogi.

Zaskoczył nas fakt, że późnym popołudniem, w drugim co do wielkości mieście Rumunii, uliczki, place i parki wydawały się wręcz opustoszałe! Spotkaliśmy niewielu turystów, niezbyt dużo osób siedziało w kawiarnianych ogródkach czy spacerowało po mieście. Słyszeliśmy, że mieszkańcy lubią czas wolny spędzać poza miastem- najwyraźniej faktycznie tak było, ponieważ miasto wydawało nam się wyludnione. Odwiedziliśmy je w czasie długiego weekendu sierpniowego, a 15.08 w Rumunii jest świętem i dniem wolnym od pracy- byliśmy ciekawi, czy następnego dnia na szlakach zobaczymy równie mało ludzi, czy jednak tereny zielone okażą się miejscem spędzania weekendów przez Rumunów.

Pospacerowaliśmy po mieście- urzekało kilkoma pięknymi budowlami, brukowanymi uliczkami czy też kilkoma niskimi, kolorowymi domkami. Jednak znaczną część miasta stanowiły podniszczone domy i kamienice, budynki urzędowe, szkoły czy bloki mieszkalne wyglądały raczej nieciekawie, miejscami nawet brzydko. Miasteczko ma swój specyficzny charakter, można tu poczuć charakterystyczny klimat Rumunii.

Po spacerze skierowaliśmy się w stronę restauracji Roata- to miejsce było nam polecane przez gospodarzy naszego mieszkania. Chcieliśmy spróbować lokalnych przysmaków, więc zamówiliśmy „Roata” Hot Platter- dużą deskę z mieszanką różnych mięs i dań miejscowej kuchni. Znalazły się tam wędzone i pieczone mięsa i kiełbaski, ale także tradycyjne sarmale (porównywalne do naszych gołąbków) czy gęsta mamałyga. W dodatku podane na pięknych, kolorowych talerzach wraz z kieliszkiem tradycyjnej nalewki. O ile kobietom serwowano pyszną, słodką nalewkę wiśniową, o tyle mężczyźni częstowani byli o wiele mocniejszym, ostrzejszym napitkiem. Był to prawdopodobnie rodzaj bimbru lub śliwowicy, bardzo ostry w smaku i prawdopodobnie o wysokiej zawartości alkoholu. Wyjątkowo ciekawe były sarmale i podana z nimi kwaśna kapusta, ale całość była równie pyszna.

Po kolacji wróciliśmy do mieszkania, aby naszykować się na kolejny dzień, wykąpać i odpocząć. Po długim dniu zasnęliśmy niemal natychmiast.

Praktyczne informacje i przydatne linki:

Salina Turda- słynna kopalnia soli w Rumunii

Na miejsce dojechaliśmy chwilkę po otwarciu, około 9.15 (kopalnia otwiera się o 9). Parking był jeszcze dość pusty, ale bardzo szybko się zapełniał, a przed drzwiami ujrzeliśmy sporą kolejkę do kasy biletowej. Na szczęście wcześniej kupiliśmy bilety online, dzięki czemu mogliśmy ominąć kolejkę i jako jedne z pierwszych osób rozpocząć zwiedzanie. Polecamy zwiedzać kopalnię Salina Turda z samego rana- jest to bardzo popularne miejsce i o późniejszych godzinach wąskie korytarze kopalni robią się niezwykle tłoczne, co utrudnia poruszanie się i odbiera część uroku tego miejsca.

Kopalnię zwiedza się samodzielnie, ma ona kilka poziomów i kilka większych sal. Na ścianach pięknie malują się wzory, które sól tworzy w skałach, a na dnie kopalni znajduje się jezioro, które można oglądać z najniższej sali.

Główna sala kopalni jest widziana z góry, a na jej dół można zjechać windą, do której ustawiają się ogromne kolejki, lub zejść po wąskich schodach. Schody są dwukierunkowe, co wymusza mijanie się osób idących do góry i w dół- jest to bardzo niewygodne, bo miejsca jest naprawdę mało. Nie rozumiemy, dlaczego nie zrobiono tutaj ruchu jednokierunkowego, bo schody znajdują się na obydwu końcach sali.

Główna sala, choć robi wrażenie swoją wielkością, nieco nas zawiodła swoim charakterem, który przypomina bardziej jarmark, niż muzeum, jaskinie i kopalnie. Na środku sali stoi wielki diabelski młyn, stoły bilardowe i mnóstwo kiosków z pamiątkami- według nas takie atrakcje psują wizerunek tego miejsca. Mimo tego, kopalnia cieszy się ogromną popularnością wśród turystów.

Podczas zwiedzania istotne jest, żeby zwrócić uwagę na to, aby wyjść tym samym wyjściem, którym się weszło. Inaczej, żeby wrócić do punktu wejścia, trzeba nadłożyć parę kilometrów w drodze powrotnej.

Dość pospieszne zwiedzanie kopalni zajęło nam w sumie około godziny i pod koniec właściwie przestało być przyjemne, gdy trzeba było przeciskać się między ludźmi. Gdy podchodziliśmy do wyjścia, zebrał się tam taki tłum, że obsługa musiała wymóc na czekających zrobienie przejścia dla osób opuszczających teren. Samochody były kierowane na odległe parkingi, bo te najbliższe były już zapełnione. Dlatego stanowczo sugerujemy zwiedzanie tuż po otwarciu 🙂

Praktyczne informacje i przydatne linki:

  • parking pod Salina Turda: 46.588371, 23.787447 (płatny w automacie)
  • strona www kopalni, na której można kupić bilety online: https://bilete.salinaturda.eu/

Transylwania- wąwóz Cheile Turzi w Rumunii

Wyruszyliśmy z mieszkania wcześnie rano, aby na szlaku w Cheile Turzi pojawić się wraz z nastaniem dnia. Jednak niepotrzebnie zrywaliśmy się aż tak wcześnie, ponieważ w sierpniu dzień wstawał tu sporo później, niż w Polsce- dopiero około 6.10 zrobiło się na tyle jasno, byśmy bezpiecznie mogli przemierzać zacieniony wąwóz. Przeczekaliśmy chwilę na parkingu, dopóki nie zrobiło się dostatecznie jasno. Przy okazji zauważyliśmy, że w tym miejscu sporo osób korzystało z dostępu do wody i dużego, płaskiego terenu, który świetnie nadaje się na nocleg w namiocie czy camperze, a w dodatku jest darmowy.

Szlak na Cheile Turzi

  • Długość: 6,1 km
  • Czas przejścia: 2h 40min
  • Trudność: umiarkowana

Chwilę po 6 weszliśmy na szlak, który początkowo wiedzie chłodnym i zacienionym kanionem wśród lasu i zarośli. Jego dnem płynie rzeka, która niestety kolorem i czystością znacznie odbiega od znanych nam górskich potoków- przypomina raczej brązowy ciek wodny, niż strumień. Odradzamy stanowczo korzystanie z takiej wody do picia! W całej Rumunii zalecane jest korzystanie z wody butelkowanej, ewentualnie uzdatnianie i filtrowanie wody z ujęć naturalnych, i niestety musimy się zgodzić, że w wielu miejscach było to konieczne.

Szlak kluczył z jednej na drugą stronę rzeki, a więc co chwilę musieliśmy pokonywać mosty, które pozostawiały wiele do życzenia w kwestii bezpieczeństwa. Większość desek była popękana, część dziurawa i w kompletnej rozsypce, a całe mosty chybotały się na wszystkie strony. Po kilku przejściach przestało to na nas robić wrażenie, ale zawsze jednak pozostawiało dozę niepewności i odrobinę adrenaliny.

Ścieżka prowadziła czasem po skałach i kamieniach, mocno wyślizganych i wymagających nieco uwagi przy przejściu. Najwęższe miejsca zostały zabezpieczone barierkami czy łańcuchem przy skale, jednak cały szlak należał raczej do tych prostych i niewymagających. Pod koniec szlaku, aby dojść do punktów widokowych i jaskini Pestera Ungurească, trzeba było wspiąć się dość stromą i wąską ścieżką po bocznej ścianie wąwozu. Gdy stanęliśmy ponad granicą lasu, naszym oczom ukazały się złote promienie wschodzącego słońca- ależ był to piękny widok!

Obejrzeliśmy jaskinię Pestera Ungurească- jest to mała ciekawostka, ponieważ to jaskinia wspinaczkowa. Całe ściany i strop pokryte są pinami i punktami dla wspinaczy, a na podłodze leżą materace.

Tą samą drogą przez wąwóz wróciliśmy na parking. Tego dnia zwiedzaliśmy jeszcze kopalnię soli Salina Turda (wpis) i zamek Hunedoara (wpis) oraz poszliśmy na trekking do wioski Fundătura Ponorului (wpis).

Praktyczne informacje i przydatne linki:

Strona 2 z 2

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén