Nomadestales blog

Kategoria: Europa

Abisko – północna brama Szwecji

Park Narodowy Abisko to jeden z najstarszych i najbardziej znanych parków narodowych w Szwecji. Położony w północnej Laponii, około 200 km za kołem podbiegunowym, zachwyca zróżnicowanym krajobrazem: od alpejskich łąk i górskich lasów brzozowych, przez kaniony i potoki, aż po rozległe jeziora. To również jedno z najlepszych miejsc na świecie do obserwacji zorzy polarnej (w okresie wrzesień–marzec).

Kungsleden- szlak królewski

Abisko jest północnym początkiem słynnego szlaku Kungsleden, który prowadzi przez całą Laponię aż do Hemavan. W granicach parku można podziwiać m.in. jezioro Torneträsk, rzekę Abiskojåkka oraz spotkać dzikie renifery, łosie, lisy polarne i ptaki drapieżne.

Parking pod Parkiem Narodowym Abisko jest bezpłatny, ale sam w sobie nie oferuje niestety żadnych udogodnień- nie ma tam toalet, wody czy kosza na śmieci (poza koszem przy stacji kolejowej). Nieopodal jednak, po drugiej stronie drogi, znajduje się duże centrum turystyczne.

Abisko jest dość słynnym miejscem, ponieważ tutaj zaczyna się (lub kończy, patrząc z drugiej strony) szwedzki Szlak Królewski. Dzięki połączeniu kolejowemu turystom łatwiej dostać się na ten wymagający, długodystansowy szlak prowadzący na południe od Abisko przez blisko 400 kilometrów. My zamierzaliśmy pokonać tylko 16 km szlaku, jednak już tyle wystarczyło nam, aby poczuć i docenić klimat parku.

Szlak do schroniska Abiskojaure

Szlak prowadził bardzo malowniczą trasą. Od samego początku szliśmy wzdłuż szerokiej, wartkiej rzeki, co chwilę oddalając się i zbliżając do niej. Sama ścieżka nie stanowiła żadnych trudności zarówno w suchych, jak i mokrych warunkach, choć tereny wokół bywały miejscami podmokłe i bagniste. Ilość komarów była tu zdecydowanie mniejsza niż w Parku Narodowym Sarek- spokojnie mogliśmy iść już bez moskitiery na twarzach.

Szlak prowadził nas wzdłuż naprawdę szerokich rzek, które kilka razy trzeba było przekroczyć przechodząc po pokaźnych rozmiarach metalowych mostach wiszących na linach. Konstrukcje te, choć nie wyglądały, były nieco chybotliwe, co zaskoczyło nas podczas przejścia przez pierwszą z nich.

Najpiękniejsze miejsce, punkt kulminacyjny widoków z całej drogi, to zakręt rzeki i most niedaleko schroniska Abiskojaure. To tam zrobiliśmy najlepsze zdjęcia, bo pogoda się poprawiła i popołudniowe słońce rozświetliło wartki nurt rzeki.

Od tego miejsca musieliśmy odejść jeszcze kawałek, aby znaleźć się poza terenem parku narodowego i móc legalnie rozbić namiot. To właśnie podczas tego podejścia przemierzaliśmy najbardziej surowy i „północny” odcinek szlaku, z jakim mieliśmy tego dnia do czynienia.

Szliśmy odkrytym terenem porośniętym już wyłącznie karłowatymi drzewami, a w oddali otaczały nas strome zbocza monumentalnych gór, z którymi woda spływała licznymi strugami tworzącymi niesamowite wodospady. Tam też po raz ostatni na tym wyjeździe spotkaliśmy renifery. Miejsce to było bardzo reprezentatywne i dobrze „podsumowywało” północną Szwecję. Było więc idealne na jedne z naszych ostatnich chwil w Szwecji.

Biwakowanie w Parku Narodowym Abisko

Nocowanie w granicach Parku Narodowego Abisko jest dozwolone tylko w kilku wyznaczonych miejscach biwakowych. Rozbijanie obozu na dziko jest zabronione poza tymi obszarami ze względu na ochronę zwierząt i roślinności, a także wyjątkowego mikroklimatu tego terenu.

Miejsce, które wybraliśmy na nocleg, znajduje się tuż za granicą parku, przy samym szlaku, gdzie most prowadzi na drugą stronę rzeki Siellajohka. Lokalizacja ta jest dość popularna ze względu na wypłaszczenie terenu i dostęp do wody, co spowodowało, że w okolicy poza nami było tam jeszcze co najmniej kilkanaście namiotów. Terenu dookoła jest jednak pod dostatkiem, więc każdy zdołał znaleźć sobie ustronne miejsce pozwalające na odrobinę prywatności.

Miejsce to okazało się wyjątkowo urokliwe- z mostem wiszącym nad huczącą, rwącą rzeką, z którego roztaczał się widok na słońce chowające się za szczyty ośnieżonych gór. Kąpiel tego dnia była najzimniejszą, z jaką przyszło nam się kiedykolwiek zmierzyć. Woda płynąca wprost z gór, z lodowców i śniegu, powodowała niemal natychmiastowy ból stóp i rąk, pieczenie skóry. Ratowało nas jednak wieczorne słońce, które ogrzewało nas ostatnimi promieniami. Noc była chłodna, temperatura szybko spadła poniżej 10 stopni na plusie, jednak kołysani szumem wody szybko zasnęliśmy.

Praktyczne informacje:

  • darmowy parking przy Abisko Turiststation: 68.357350, 18.780709
  • nasza trasa: https://mapy.com/s/nocakafofu
  • miejsce na nocleg: 68.2630522N, 18.5845817E

Park Narodowy Sarek i Dolina Rapadalen

Park Narodowy Sarek w Szwecji znajduje się w obszarze północnego koła podbiegunowego. Jego granica przebiega niedaleko miasteczka Jokkmokk, gdzie znajduje się pamiątkowa tablica z mnóstwem naklejek turystów z całego świata.

W drodze do Jokkmokk krajobraz zdecydowanie się zmienia- polne, sielskie widoki zastępuje bardziej surowa tundra, w której drzewa są niższe i rzadsze. Można też zobaczyć tu renifery- szczególnie należy uważać na te przy drodze, które niespiesznie spacerują wzdłuż poboczy.

Sarek to jedno z ostatnich prawdziwie dzikich miejsc w Europie — bez infrastruktury, oznakowanych szlaków, mostów, schronisk czy zasięgu telefonii komórkowej. To najstarszy park narodowy Szwecji i zarazem jeden z najbardziej niedostępnych. Przeznaczony wyłącznie dla doświadczonych wędrowców, oferuje surowe góry, rwące rzeki, dzikie doliny i naturę w jej najczystszej postaci.

Najbardziej znanym miejscem w Sarek jest Dolina Rapadalen — szeroka, głęboka dolina, przez którą malowniczo meandruje rzeka Rapaälven, tworząc jedną z najpiękniejszych delt rzecznych w Skandynawii. Nad doliną wznosi się szczyt Skierfe (1179 m n.p.m.), z którego roztacza się jeden z najbardziej spektakularnych widoków w całej północnej Europie.

Jak się dostać do Parku Narodowego Sarek?

Od strony południowej do Parku prowadzi droga z miasta Jokkmokk, która kończy się bezpośrednio przy wejściu na teren Parku. Droga przez ostatnie kilkanaście kilometrów jest szutrowa, warto więc zarezerwować nieco więcej czasu na przejazd. Jest jednak bez problemu dostępna dla większości zwykłych aut i nie sprawia szczególnych trudności.

Na wejściu do Parku, przy moście Sitoälvsbron, znajduje się darmowy parking. Jego współrzędne to 67.078605, 18.581376. Na parkingu nie znajdziecie żadnych udogodnień, są tam jedynie kosze na śmieci. Gdy dotarliśmy tam późnym wieczorem, zaparkowane było kilkanaście aut, ale bez większego problemu znaleźliśmy dla siebie miejsce.

Przy parkingu znajduje się most Sitoälvsbron- to świetne miejsce widokowe na szeroką, rwącą rzekę, do której da się również podejść aby nabrać wody.

Szlak na Skierfe i Dolina Rapadalen

Rozpoczęliśmy wędrówkę około godziny 23- na tej wysokości latem są białe noce, więc nie musieliśmy się martwić ciemnością po drodze. Zmrok nie zapadał całkowicie, a kolory otoczenia zrobiły się nieco dramatyczne. Przed rozpoczęciem szlaku użyliśmy jeszcze sporej ilości repelentów- komary i meszki latały wokół całymi chmarami. Wzięliśmy także ze sobą zapas sprayu, bowiem te tereny są najbardziej dokuczliwe, jeśli chodzi o owady.

Ścieżka do jeziora Laitaure, czyli przez pierwsze około 10 kilometrów, wiodła dość szeroką, gruntową drogą. Ścieżka położona jest tak, że w wielu miejscach widać z niej było cel naszej podróży –szczyt Skierfe, jednak jest ona dość monotonna. Już po kilkuset metrach okazało się również, że wokół drogi rozciągają się tereny wyjątkowo podmokłe. Zamierzaliśmy rozbić obóz po pewnym czasie od startu, i mimo, że spodziewaliśmy się grząskiego gruntu, to zaskoczył nas aż tak podmokły teren na tak dużej przestrzeni –wszędzie dookoła stała bowiem woda. Zejście ze szlaku suchą stopą było niemal niemożliwe przez całą wędrówkę aż do jeziora.

Okolica jeziora Laitaure jest też tak naprawdę pierwszym (jednym z niewielu) naprawdę dobrym punktem widokowym na szlaku. Warto zatrzymać się tu na krótką chwilę, ponieważ można stąd podziwiać widok na taflę jeziora, nad którym zawieszony jest szczyt Skierfe, a w oddali ośnieżone szczyty Gór Skandynawskich. My dotarliśmy w okolice jeziora około 1 w nocy. Mimo dość pochmurnego dnia (a raczej nocy) słońce nieco przebijało się pomiędzy chmurami nad taflą jeziora –był to naprawdę niesamowity, nieco odrealniony widok.

Z tego miejsca można przeprawić się przez jezioro łódką, która dopływa niedaleko Akste –niewielkiej osady w pobliżu wschodniej granicy parku, która niegdyś była siedzibą lapońskiej rodziny trudniącej się hodowlą reniferów, a obecnie pełni rolę schroniska. Łódź kursuje tylko latem 2 razy dziennie –na miejscu znajduje się instrukcja, jak skorzystać z usługi. Alternatywą jest pieszy szlak okrążający jezioro, który ciągnie się przez około 8 kilometrów.

Po krótkiej przerwie (skróconej ze względu na naprawdę dużą ilość komarów) na zdjęcia i zaczerpnięcie tchu, chcąc-nie-chcąc ruszyliśmy pieszym szlakiem w dalszą wędrówkę. Szlak zamienił się w tym miejscu w wąską ścieżkę, poprowadzoną gdzieniegdzie gruntem, a w wielu miejscach za pomocą drewnianych pomostów. Choć wypadałoby powiedzieć raczej, pojedynczych desek, raczej wilgotnych, miejscami śliskich lub przegniłych i leżących w wodzie.

W takim terenie nogawki spodni szybko nam przemokły, a tempo zdawało się raczej żółwie- nie byliśmy w stanie iść szybko. Po około kolejnych 2 kilometrach marszu znaleźliśmy mały pagórek, na którym teren wydawał się suchy. Była tam maleńka polanka osłonięta drzewami od szlaku i ślady po ognisku poprzednich turystów. Było około 2.30 w nocy i niebo zaczynało się robić zupełnie jasne. Rozbiliśmy tam namiot i położyliśmy się spać na kilka krótkich godzin.

Biwakowanie w Parku Narodowym Sarek

Biwakowanie w Parku Narodowym Sarek jest dozwolone i bezpłatne poza obszarami w bezpośrednim sąsiedztwie schronisk, oczywiście należy również zachować zdrowy rozsądek i szacunek do natury. Większość terenu jest podmokła i naprawdę niełatwo znaleźć miejsce, które nadaje się do rozłożenia namiotu, dlatego tym bardziej staraliśmy się nie pozostawiać po sobie śladów.

Noc była wyjątkowo zimna- gdy kładliśmy się spać, temperatura spadła do około 3-4 stopni powyżej zera, a wysoka wilgotność jeszcze pogarszała odczuwalne warunki. Rano po szybkim śniadaniu wyruszyliśmy w dalszą drogę- wciąż grząskim, podmokłym gruntem na przemian z deskami ułożonymi w pomosty. Ostatni odcinek tego etapu drogi był znacznie mniej podmokły i prowadził głównie ścieżką przez las. Wkrótce dotarliśmy do Akste.

Naszym oczom ukazała się piękna polana pełna kolorowych kwiatów, a na niej czerwone chaty. W tle majestatyczna Skierfe górowała nad okolicą, groźna i surowa. Chatki na tej polanie służą jako górskie schroniska i można je wynająć za odpowiednią opłatą, w tej okolicy można też biwakować. Jednak rozbicie namiotu blisko chat jest płatne, więc większość turystów rozkładała swoje obozy nieco wyżej, gdzie znajduje się sporo wypłaszczeń i polanek nadających się do rozbicia namiotu. Z tego miejsca na szczyt Skierfe zostawało jeszcze około 8 kilometrów drogi.

Powyżej schroniska szlak zrobił się mocno stromy, a ciężar plecaków nie ułatwiał zadania. Po wdrapaniu się na główne przewyższenie można było nieco odpocząć- naszym oczom ukazywała się powoli dolina i delta rzeki, można więc było zrobić krótki przystanek na zdjęcia. Z tego miejsca wciąż było jednak daleko na szczyt- szlak prowadził najpierw wąską ścieżką, a potem kamieniami, wśród których trzeba było trochę kluczyć, żeby odnaleźć właściwą drogę. Oznaczenia na tym odcinku właściwie nie było, a kilka wydeptanych ścieżek co chwilę łączyło się i rozdzielało.

Po pewnym czasie krajobraz przybrał barwy szarości i brązów- w tle ośnieżone, surowe szczyty, a wokół nas jednostajne kamienie i skały. Ostatni odcinek na szczyt Skierfe prowadził skalistym terenem z pojedynczymi płatami śniegu, które trzeba było przekroczyć, jednak nie sprawiło nam to większego problemu (no, może poza odrobiną śniegu w nogawkach i butach- śnieg topił się i zapadał co parę kroków, bo temperatura była dość wysoka).

Kiedy w końcu stanęliśmy na krawędzi góry, widok, jaki zobaczyliśmy, wydawał nam się wręcz nierealny. Góra Skierfe z daleka wyglądała, jakby urywała się pionowo w dół. W istocie tak właśnie było- można było stanąć na jej szczycie nad krawędzią i podziwiać rozlewającą się u jej stóp rzekę. Dolina Rapadalen to miejsce niezwykłe, prawdopodobnie jedyne takie w całej Europie- delta rzeki przyciąga zwierzęta, rozciąga się na ogromnym, dziewiczym terenie, wije i kluczy wśród zarośli i gór. Kolory wody mieszały się i łączyły, a z góry wszystkie mokradła wyglądały jak aksamitny, zielony dywan. Zrobiliśmy na szczycie masę zdjęć, nie mogąc przestać chłonąć tego niesamowitego krajobrazu. Przed 14 ruszyliśmy w stronę powrotną, wiedząc, że czeka nas prawie 25 kilometrów drogi powrotnej.

Droga w dół dłużyła się i była męcząca. Zatrzymaliśmy się jeszcze powyżej schroniska na obiad, znaleźliśmy też w miarę czysty strumyk, z którego nabraliśmy zapas wody do picia. Gdy minęliśmy schronisko, a dzień zmieniał się powoli w wieczór, pojawił się jeszcze jeden czynnik, który odbierał przyjemność z wędrówki.

Wieczór to pora największej aktywności komarów i innych owadów- były wyjątkowo dokuczliwe, tworząc chmury bzyczące i latające wokół nas. Z uwagi na ich ilość staraliśmy się nie robić przerw w marszu- w ciągłym ruchu łatwiej było utrzymać je z dala od siebie. Niedługo później sytuacja zrobiła się skrajnie nieprzyjemna i już do końca dnia szliśmy w moskitierach ochraniających twarz, okrywając każdy skrawek ciała ubraniami. Nawet wtedy nie udało nam się całkiem uniknąć pogryzienia, a wędrówka bez przystanków była wyjątkowo żmudna. Spoglądaliśmy co chwilę na mapę i zegarek, odliczając kilometry do parkingu. Gdy wreszcie na nim stanęliśmy, była już 22 wieczorem.

Informacje praktyczne o szlaku:

  • współrzędne darmowego parkingu przy moście Sitoälvsbron: 67.078605, 18.581376
  • wejście do parku jest bezpłatne
  • biwakowanie: jest dozwolone, płatne w sąsiedztwie schronisk
  • trudność: szlak jest trudny, a oznaczeń niewiele. Teren bez udogodnień, podmokły, nieraz utrudniający nawigację. Raczej dla doświadczonych turystów.
  • mapa: https://mapy.com/s/cojanenaso

Park Narodowy Skuleskogen 

Park Narodowy Skuleskogen, położony wzdłuż Wybrzeża Wysokiego (Höga Kusten), to miejsce, gdzie dzika przyroda spotyka się z unikalną geologią. Teren parku obejmuje strome klify, doliny szczelinowe, głazowiska, jeziora oraz lasy borealne. Najbardziej rozpoznawalnym punktem jest Slåttdalsskrevan – monumentalna szczelina skalna o długości około 200 metrów i wysokości sięgającej 40 metrów.

Slåttdalsskrevan- szlak do wąwozu

Początkowo droga prowadziła przez gęsty las, pełen powalonych, omszałych pni. Szliśmy wąską, drewnianą kładką ponad nierównościami terenu, pomiędzy wiekowymi, wysokimi drzewami. Z czasem szlak zaczął wznosić się coraz wyżej, miejscami po ścieżce gruntowej, a miejscami po skałach. Las stawał się coraz rzadszy i po pewnym czasie (i nieco ostrzejszej wspinaczce po skałach, które w pewnym momencie zastąpiły miękki grunt), stanęliśmy na otwartym terenie.

Wokół nas rozpościerał się widok na wybrzeże pełne klifów i skał wyrastających z morza.  Las, wysepki i wodę widzieliśmy z góry przez kolejny, dłuższy odcinek wędrówki po skałach. Tutaj w czasie deszczu mogłoby być ślisko, ale w pogodny dzień szlak był umiarkowanie trudny i nie wymagał specjalnego przygotowania ani kondycji.

To na tym odcinku znajdziecie najładniejsze, według nas, widoki i punkty na zrobienie zdjęć. Skalne klify są dość nietypową formą terenu nad Morzem Bałtyckim i widok ten jest naprawdę spektakularny.

Tuż przed największą atrakcją parku, czyli skalną szczeliną, musieliśmy się jeszcze zmierzyć z małą przeszkodą. Był to jedyny na całym szlaku odcinek ubezpieczony łańcuchem- zupełnie niewprawionych mógłby zaskoczyć, ale dla tych zaznajomionych ze sztucznymi ułatwieniami w górach nie stanowi żadnego wyzwania.

Po paru krokach byliśmy już przy wąwozie- w tym miejscu widać go było z góry. I jeśli mamy być szczerzy… Nie zrobił na nas aż takiego wrażenia, jakiego oczekiwaliśmy. Ot, kanion średniej wielkości, niezbyt wielki czy ciemny. Zdecydowanie lepsze wrażenie robił z dołu- szlak prowadzi wokół niego i jakiś czas później można znaleźć się u podnóża szczeliny patrząc na szczelinę „w górę”. Mimo, że ta perspektywa była zdecydowanie lepsza, i tak kanion pozostał jedynym elementem krajobrazu, którym nieco się zawiedliśmy podczas całej wędrówki przez Skuleskogen.

Od tego momentu zaczynał się powrót pętlą kierującą się w stronę wybrzeża. Po dość stromym (choć niezbyt długim) zejściu –które w naszym odczuciu było od tej strony sporo trudniejsze, niż od strony, z której przyszliśmy, szlak biegł jeszcze przez jakiś czas przy jeziorkach, ukazując piękne szwedzkie krajobrazy. Prócz lasu i jezior, na brzegu których można było wygodnie rozsiąść się na kamieniu, były tam także schrony w postaci domków, w których można było spędzić noc. Zatrzymaliśmy się nieopodal jednego z nich- było to dobre miejsce na zrobienie kilku zdjęć i krótki odpoczynek. Gdy ruszyliśmy w dalszą drogę, szlak skrył się w lesie i stał się dosyć jednostajny.

Kilkukrotnie można było podejść pod plaże i pomoczyć nogi w morzu, my jednak zdecydowaliśmy się odpuścić odpoczynek po tym niezbyt trudnym szlaku i dojść na raz już do parkingu. Pętla kończyła się przy plaży Kälsviken.

Biwakowanie w Parku Narodowym Skuleskogen

Według lokalnych przepisów i regulaminu parku, w określonych miejscach na jego terenie dozwolone jest biwakowanie, w tym również rozpalanie ognisk. W kilku miejscach na terenie parku przygotowane są specjalne drewniane chaty, w których bez opłat można przenocować. Wyznaczony jest także obszar plaży, na której można biwakować. Przy plaży postawione zostały ławeczki, miejsca na ognisko i tymczasowe toalety, jest także miejsce z zostawionym drewnem na ogniska (oczywiście nie wolno niszczyć roślinności- to drewno jest specjalnie przygotowane w tym celu).

My postanowiliśmy nocować na plaży w parku zaraz po przyjeździe, ponieważ docieraliśmy tam dość późnym wieczorem. Plaża znajduje się około 20 minut marszu od głównego parkingu. Na pierwszy rzut oka na plaży i w jej okolicy było sporo namiotów, jednak bez problemu znaleźliśmy miejsce na nasz nocleg. Rozbiliśmy obóz i zjedliśmy kolację, po czym odświeżyliśmy się w zimnej wodzie Bałtyku. Wbrew naszym obawom, w nocy było cicho i spokojnie- wszyscy turyści uszanowali ciszę nocną i nikt nie przeszkadzał nam w odpoczynku przed kolejnym dniem przygód. 

Informacje praktyczne o szlaku:

  • trasa: https://mapy.com/s/gefulezapu
  • czas przejścia: 3,5h (11km)
  • trudność: umiarkowana (trudniejszy fragment ze sztucznymi zabezpieczeniami, poza tym szlak jest łatwy i bezpieczny)
  • parking https://maps.app.goo.gl/uDZV9RTiJRJGyGS27: bezpłatny, przy południowym wejściu do parku (są ławeczki, kosze na śmieci, toalety, ale brak bieżącej wody)

Sztokholm w 1 dzień

Sztokholm, rozciągający się na 14 wyspach połączonych mostami i promami, to unikalne połączenie wielkomiejskiego charakteru z bliskością natury. Miasto zachwyca średniowiecznymi uliczkami Gamla Stan, architekturą, muzeami światowej klasy i nowoczesnym designem. Równocześnie oferuje spokój, liczne parki i niemal nieustanny kontakt z wodą. To doskonałe miejsce zarówno na intensywne zwiedzanie, jak i spokojne spacery – pieszo lub łodzią.

Jak dostać się do Sztokholmu?

Można poruszać się po mieście autem, ale z uwagi na jego położenie na wyspach, wygodniejsze może okazać się pozostawienie samochodu poza miastem. My wybraliśmy płatny parking przy stacji Rotebro, skąd do centrum przejechaliśmy pociągiem. Jednorazowe bilety kosztowały nas niewiele, a przejazd trwał niecałe pół godziny. Pociągi kursują co kilka- kilkanaście minut. Jedynym utrudnieniem są nieco zawiłe oznaczenia na podziemnym peronie Stockholm City, ale już po chwili odnaleźliśmy właściwą drogę.

Najważniejsze atrakcje:

  • Gamla Stan – stare miasto z wąskimi brukowanymi uliczkami i kolorowymi kamienicami
  • Pałac Królewski – oficjalna rezydencja szwedzkiej rodziny królewskiej
  • Muzeum Vasa – zachowany XVII-wieczny okręt wojenny, unikalny na skalę światową
  • Skansen – najstarsze muzeum na świeżym powietrzu na świecie
  • Djurgården – zielona wyspa pełna muzeów, tras spacerowych i ogrodów

Okręt- muzeum: zwiedzanie Muzeum Vasa

Na miejscu kupiliśmy bilety i weszliśmy do sporej hali muzealnej. Ogromny okręt bitewny ustawiony w centrum pomieszczenia zrobił piorunujące wrażenie już od samego wejścia. Im bliżej podchodziliśmy do wielkiej konstrukcji, tym więcej detali ukazywało się naszym oczom. To naprawdę zaskakujące w jak dobrym stanie zachował się statek. Jest to jednak prawdopodobnie wynikiem tego, że… zatonął on już podczas swojego pierwszego rejsu. Skomplikowane rzeźby, liczne okienka i zdobione elementy statku budziły podziw, ale równie ciekawe okazały się wystawy opowiadające historię budowy i życia na pokładzie tego wyjątkowego zabytku. W muzeum spędziliśmy sporo czasu- warto tutaj niespiesznie wczytać się w szczegóły.

Zwiedzanie miasta

Po wyjściu z muzeum, nasze kroki skierowaliśmy w stronę starego miasta- nie jest ono duże, w zasadzie w całości znajduje się na wyspie Gamla Stan. Miasto okazało się dość surowe –architektura oparta była głównie o monumentalne budowle na bazie prostopadłościanu. Stolica Szwecji, w kontraście do Kopenhagi, utrzymana została jednak w spójnym stylu, dzięki czemu wizualnie wypadła według nas najkorzystniej ze wszystkich Skandynawskich stolic. Brukowane uliczki, regularne budowle i uporządkowana struktura miasta działały na nas kojąco. To ten rodzaj miejskiej przestrzeni, który nie przytłacza, nie sprawia wrażenia chaotycznego. Wręcz przeciwnie, to miasto nawet tętniąc turystycznym życiem wydaje się spokojne i ułożone.

Po przejściu paroma najsłynniejszymi uliczkami starego miasta (między innymi najwęższą uliczką) i zobaczeniu kilku głównych punktów na mapie Sztokholmu, skierowaliśmy się z powrotem w stronę stacji kolejowej.

Skansen- najstarsze muzeum świata na świeżym powietrzu

Jeśli macie do zagospodarowania kilka godzin, serdecznie polecamy wybrać się do Skansenu w Sztokholmie. Jest położone na dość sporym terenie, a w środku znajduje się replika XIX-wiecznego miasteczka z zabudowaniami gospodarskimi, apteką i kościołem. Najstarsze budynki pochodzą z XIV wieku, a łącznie jest ich około 140. Codziennie odbywają się tam pokazy i warsztaty z wykonywania czynności gospodarskich i domowych, przy użyciu historycznych technik i strojów z epoki. W Skansenie znajduje się też ogród zoologiczny, w którym można zobaczyć m.in. renifery, łosie, niedźwiedzie a nawet… rosomaka!

Zwiedzanie skansenu zajmuje około pół dnia. Zwiedzanie jest ciekawsze latem, ale muzeum funkcjonuje przez cały rok. Ceny biletów są uzależnione od sezonu, najlepiej sprawdzać je na oficjalnej stronie muzeum.

Przydatne linki:

Ystad- urocze miasto portowe Szwecji

W trakcie naszej podróży do Skandynawii, Ystad było początkiem i końcem naszej trasy- to stamtąd odpływał nasz prom do Polski. Zwiedzaliśmy miasto na spokojnie i bez pośpiechu, kilka godzin przed powrotem do kraju.

Auto zaparkowaliśmy na bezpłatnym parkingu niedaleko portu i ruszyliśmy na powolny spacer. Mimo weekendu, miasteczko było spokojne i ciche. Jego piękne, brukowane uliczki i zabytkowe kamienice przenosiły nas w inne czasy. Miasteczko bardzo pozytywnie nas zaskoczyło, spodziewaliśmy się niezbyt ciekawego miasta portowego, a Ystad, choć niewielkie, okazało się wyjątkowo urokliwe.

Okrążyliśmy rynek, zobaczyliśmy okolice klasztoru, przeszliśmy się kilkoma mniejszymi uliczkami. Na spragnionych i głodnych czekało tam sporo otwartych knajpek, restauracji i kawiarni. My zakończyliśmy degustację jedynie na cynamonkach. Początkowo chcieliśmy jeszcze odpocząć na plaży, ale tego dnia pogoda wyjątkowo nie zachęcała do przebywania na zewnątrz -cały dzień było pochmurno, wiał mocny wiatr, a co jakiś czas z nieba kropił deszcz.

Miasto Wallandera i kryminałów

Ciekawostka- Ystad jest związane ze szwedzką kinematografią i powieściami kryminalnymi.  Ystad Studios Visitor Center- fragment największego studia filmowego w Skandynawii, można zwiedzać właśnie w Ystad. Kręcono tam m.in. ekranizację serii kryminałów autorstwa Henninga Mankella z Kurtem Wallanderem w roli głównej. W samym miasteczku znajduje się wiele zakątków czy nawet cukiernia, które zostały wykorzystane w produkcji.

Ystad nie jest duże, więc na jego zwiedzanie potrzebne będzie nie więcej niż kilka godzin. Można urozmaicić pobyt odwiedzinami jednej z uroczych restauracji lub pobytem na plaży, jeśli pogoda dopisuje.

Parking w Ystad: https://maps.app.goo.gl/8ik6j3X1BW4kQnHN7

Ruiny klasztoru w Alvastrze

Ruiny klasztoru w Alvastrze to jedno z ważniejszych średniowiecznych miejsc na mapie Szwecji. Założony w 1143 roku przez cystersów, klasztor był jednym z pierwszych tego typu w Skandynawii. Do dziś zachowały się imponujące fragmenty murów, sklepienia i łuków, które pozwalają wyobrazić sobie dawny rozmach tej budowli. Wśród ruin znajduje się XIII-wieczny kościół oraz miejsce pochówku królów Sverkera I i II. Nieopodal natomiast można zobaczyć słynny kamień runiczny z Rök — jedno z najważniejszych i najdłuższych zachowanych inskrypcji runicznych w Skandynawii. Z klasztorem w Alvastrze związany jest też fragment polskiej historii- żyła tu i została pochowana córka księcia Bolesława Krzywoustego, Ryksa Piastówna, która była wówczas królową Szwecji.

Ruiny urzekły nas swoją ciszą, spokojem i pięknym, wiejskim otoczeniem. Dotarliśmy tam późnym popołudniem, gdy słońce było już nisko, a ciepłe światło nadawało miejscu wyjątkowego klimatu. To była idealna przerwa na spokojny spacer i moment wytchnienia. Otaczające ruiny pola pełne maków i polnych kwiatów dawały poczucie sielskości i zachęcały do dłuższego postoju i niespiesznego spaceru po okolicy.

Informacje praktyczne:

  • Parking: bezpłatny, bezpośrednio przy wejściu
  • Godziny otwarcia: całodobowo, bezpłatnie
  • Czas zwiedzania: 30–60 minut

Przydatne linki:

Kopenhaga w 1 dzień

Kopenhaga to kompaktowa i nowoczesna stolica, w której łatwo się zakochać. Przyjazna, zielona i doskonale zorganizowana, idealnie nadaje się do zwiedzania pieszo lub rowerem. Zachwyca elegancką architekturą, malowniczymi kanałami, kawiarniami i duńskim minimalizmem. To miasto kontrastów – łączy w sobie królewskie pałace i alternatywną dzielnicę Christianię, surowy design i beztroską, skandynawską swobodę. Jest bezpieczne, ekologiczne i pełne dobrego smaku — dosłownie i w przenośni.

Jak dostać się do Kopenhagi?

Ze Szwecji do Kopenhagi najlepiej pojechać pociągiem. Dlaczego nie autem? Żeby uniknąć wysokiej opłaty za przejazd mostem Öresund i trudności z parkowaniem w zatłoczonym centrum.

Polecamy zostawić samochód w Malmö (my skorzystaliśmy z parkingu przy centrum handlowym). Pociągi z Malmö do Kopenhagi kursują co około 15 minut, a podróż trwa niecałe pół godziny. Dodatkowo, jeśli kupujecie na raz dwa lub więcej biletów, naliczają się Wam dodatkowe zniżki, więc podróż naprawdę wychodzi znacznie taniej, niż koszt przejazdu autem.

Najważniejsze atrakcje Kopenhagi:

  • Nyhavn – kolorowe kamienice nad kanałem, idealne na spacer i zdjęcia
  • Ogrody Tivoli – historyczny park rozrywki z klimatem retro i nowoczesnymi atrakcjami
  • Ratusz Miejski – z zegarem Olssena, jednym z najbardziej zaawansowanych zegarów astronomicznych na świecie
  • Zamek Rosenborg – dawna rezydencja królewska z imponującą kolekcją skarbów
  • Christiansborg i Amalienborg – reprezentacyjne kompleksy pałacowe, siedziby duńskiej władzy i monarchii
  • Christiania – autonomiczna dzielnica artystyczna z niepowtarzalnym klimatem

Choć Kopenhaga potrafi być hałaśliwa i tłoczna, wystarczy odejść kilka kroków od głównych ulic, by trafić do jednego z wielu zielonych zakątków. Parki i ogrody są tu jak naturalne zawory bezpieczeństwa – pomagają złapać oddech, usiąść na trawie i na chwilę zapomnieć, że to stolica. To właśnie ten kontrast zrobił na nas największe wrażenie.

Wiele miejsc wyglądało świetnie: parki, bulwary, zabytki – wszystko to robiło duże wrażenie. Szczególnie podobało nam się to, jak łatwo można było przejść z centrum miasta na spokojne, zielone tereny. Jak wiele parków i terenów zielonych mijaliśmy po drodze, a w nich ludzi odpoczywających na trawie wśród drzew i kwiatów.

Niestety, ogólne wrażenie nie było już tak jednoznacznie pozytywne. Wśród zadbanych kanałów i eleganckich kamienic wkradała się chaotyczna nowoczesność — neony, kiczowate instalacje i przypadkowe elementy, które psuły spójność estetyczną. Do tego sporo śmieci na ulicach – czego nie spodziewaliśmy się po stolicy kraju północnego. Z jednej strony urokliwe zaułki, z drugiej – zaskakujący bałagan.

Mimo tego lekkiego rozczarowania, Kopenhaga zrobiła na nas dość dobre wrażenie. Spacer po niej był ciekawym doświadczeniem i był wart spędzonych tam kilku godzin. Jeszcze tego samego dnia wróciliśmy do Malmö – w naszym odczuciu jeden dzień zupełnie wystarczył na poczucie klimatu i obejrzenie najważniejszych miejsc stolicy Danii.

Przydatne linki:

Ales Stenar – szwedzki Stonehenge

Ales Stenar, często nazywane „szwedzkim Stonehenge”, to megalityczna formacja w kształcie łodzi, złożona z 59 głazów. Całość ma około 67 metrów długości i znajduje się na malowniczym klifie z widokiem na Morze Bałtyckie. Uważa się, że konstrukcja pochodzi z epoki żelaza, choć jej dokładne przeznaczenie do dziś pozostaje tajemnicą. Miejsce łączy w sobie surową skandynawską przyrodę i nutę pradawnej symboliki — robi wrażenie zarówno na miłośnikach historii, jak i fotografach natury.

Wizyta w Ales Stenar była pierwszym punktem po dopłynięciu promem z Polski do Ystad. Po niecałych 30 minutach jazdy zaparkowaliśmy na niewielkim, płatnym parkingu nieopodal wioski Kåseberga i ruszyliśmy w stronę klifów.

Choć dzień był słoneczny i stosunkowo ciepły, wiatr okazał się wyjątkowo silny — na otwartej przestrzeni chwilami trudno było utrzymać równowagę.

Sam kamienny krąg był ciekawy, choć nie oszałamiający. Prawdziwe wrażenie robiła przede wszystkim okolica: zielone, pagórkowate łąki, klify i wzburzone morze przywoływały na myśl wybrzeża Irlandii lub Szkocji. W pobliżu kręgu pasły się źrebaki nieporadnie drepczące przy klaczach, a po drodze mignęło nam kilka zajęcy umykających w wysokiej trawie. Takie drobne „smaczki” dodawały temu miejscu uroku.

Gdyby dotarcie tutaj wymagało kilkugodzinnej podróży, być może nie byłoby warte zachodu — ale będąc w okolicy, szkoda byłoby je przegapić. Dla nas, jako pierwszy punkt na trasie przez Skandynawię, Ales Stenar okazało się trafionym początkiem. Mimo silnego wiatru było bardzo spokojnie — o poranku spotkaliśmy zaledwie kilka osób.

🧭 Informacje praktyczne:

  • Parking: płatny, około 10 minut pieszo
  • Godziny otwarcia: całodobowo, bez opłat
  • Czas zwiedzania: 30–60 minut
  • Trudność: łatwa – krótki spacer po pagórkowatym terenie

Przydatne linki:

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén